Pewien mędrzec wiele lat temu zapragnął zmienić świat, ale mu się nie udało – rozważał podczas Mszy św. w środę popielcową ks. Proboszcz – Potem tenże mędrzec chciał zmienić swoje miasto, znowu mu się nie udała. Następnie chciał zmienić swoją ulicę i znów się nie udało. Później pomyślał, że można by zmienić swoją rodzinę – i znowu nic. Na końcu zechciał zmienić samego siebie – tez bez skutku. Bo siebie samego zmienić jest bardzo trudno, a kogoś – to się absolutnie nie da. Zmiłuj się Panie, bo jesteśmy grzeszni – śpiewaliśmy przed chwilą w psalmie responsoryjnym…
Kościół w swojej mądrości od kilku dni przygotowuje nas do tegorocznego Wielkiego Postu:
w niedzielę czytania prowadziły nasze myśli do konieczności uzdrowienia najpierw siebie samego przez wyjęcie z oka własnego belki. I pytaliśmy siebie: czym napełniony jest skarbiec mojego serca?
W poniedziałek słyszeliśmy i zadawaliśmy pytanie: Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?
We wtorek usłyszeliśmy stwierdzenie Pana Jezusa, że jak się oddaje życie za kogoś -to znak wielkiej przyjaźni.
Dzisiaj natomiast jest o pokucie i radości. O pokucie i radości? Tak, bo decyzja o pragnieniu nawrócenia to już powód do świętowania. Post – jałmużna – modlitwa – to trzy kroki wielkopostne – zamienne. Najważniejsze jest pojednanie – pojednanie z Bogiem i z braćmi.
Na nasze głowy przyjęliśmy szczyptę popiołu – znak przemijania i zmiany.


















