W poniedziałek po czarnej niedzieli wielkopostnej o. Maciej przypomniał wszystkim: i małym i dużym, dzieciom, młodzieży i dorosłym o sakramencie pokuty i pojednania, o sakramencie pokuty. Sakramencie, który nie zawsze jest traktowany poważnie, nie zawsze poważnie do niego podchodzimy my grzesznicy. Bywa, że przechwalamy się swoimi błędami przed gronem całkiem obcych ludzi, a nie potrafimy stanąć z nimi przed samym Bogiem, nie umiemy ich wyznać, nazwać, żałować za nie, a tym bardziej obiecywać poprawę. Choć często jesteśmy jak owieczka zagubiona między ciernistymi krzakami, jak marnotrawny syn powracający do miłosiernego ojca oczekującego go z miłością, wybiegającego mu naprzeciw, ofiarującego mu sandały i pierścień – przyjmującego go i przywracającego mu godność syna – nie rozumiemy istoty sakramentu miłosierdzia, sakramentu uzdrowienia, sakramentu, w którym to sam Chrystus przebacza nam nasz przewinienia, wymazuje nasze grzechy i z miłością przytula nas do swojego Serca. Trzeba z niego korzystać nie tylko raz w roku, w okresie wielkanocnym, ale zawsze wtedy, kiedy przydarzy się, ze nie mogę przyjąć Ciała Chrystusa, gdy nie mogę zjednoczyć się z Nim w Komunii świętej. To może być raz w miesiącu – w pierwszy piątek, to może być co dwa tygodnie, a nawet może być co tydzień, jak czynili to wielcy święci. Dla nas przykładem może być najmłodszy i bardzo aktualny święty – kanonizowany we wrześniu ub.r. Carlo Akutis, dla którego Eucharystia, jak mawiał – była Autostradą do Nieba.




























